Koniec rodzinnej sielanki.

Zawsze byłam „poukładana”. Jak to rozumieć ? Dobrze się uczyłam, dosyć szybko dowiedziałam się, czego chcę od życia .


Zawsze byłam „poukładana”.
Jak to rozumieć ?
Dobrze się uczyłam, dosyć szybko dowiedziałam się, czego chcę od życia .
Co od poczštku było dla mnie najważniejsze ? Nie miłoœć na pewno.
Wiedziałam, że najpierw muszę się wykształcić po to, aby móc być samodzielnš osobš a więc samofinansujšcš się . Kojarzyło mi się to zawsze z niezależnoœciš . Wiedziałam , że o rodzinie i dzieciach będę myœlała póŸniej , tzn. że przyjdzie i na to czas. Nie chcę powiedzieć ,że to był z góry ustalony plan działania tzw. business plan ale może coœ w stylu ustalenia priorytetów i celów oraz terminów ich realizacji.
Oczywiœcie, będšc osobš młodš i mało doœwiadczonš nie brałam pod uwagę opcji zmiany planów; w grę wchodzić mogła korekta ale na pewno nie zmiana. Babcia i mama tylko uœmiechały się , mruczšc pod nosem, że jak trafi mnie miłoœć, to te plany „wezmš w łeb”.
No cóż plan realizowałam zgodnie ze swoim założeniem. Skończyłam studia , potem podyplomowe, następnie dostałam się na atrakcyjny staż. Kolejnych pojawiajšcych się kandydatów traktowałam jako przygody i tak do 30 .
Majšc 30 lat zaczęłam rozglšdać się za kandydatem na męża. Miał być oczywiœcie też poukładany, po studiach – niekoniecznie z kasš ale dobrze zapowiadajšcy się. Spotkałam Arka – na imprezie u znajomych. Arek okazał się przewidywalnym facetem, spokojnym i pracowitym goœciem z tytułem magistra inżyniera.
Nie było może zbyt wielu fajerwerków w tym naszym zwišzku ale okazało się, że i on i ja chcemy mieć fajny dom, dobre samochody i dzieci – maksymalnie 2. Wiedzieliœmy, że oboje jesteœmy w stanie zrealizować te założenia, nawet bez pomocy rodziców.
Tak też się stało. Niecały rok i był œlub – taki rodzinny bez zbytniej pompy, bo po co wydawać za dużo pieniędzy. Potem praca, pierwsze i drugie dziecko w odstępie 2 lat – czyli perfekcja.
Było nam naprawdę dobrze. Mieszkanie całkiem przyzwoite, samochód i zdrowe dzieciaki. Czułam się usatysfakcjonowana prawie na 100 %. Dobra , w miarę stabilna praca pozwalała nam obojgu planować wypady zimš na narty, a latem wakacje nad morzem.
Romantyzmu ktoœ powie, że nie było w tym zbyt wiele – takie normalne ale chyba dobre życie.
No cóż pewnie dożyłabym srebrnych i złotych godów z mężem, bez większego problemu, bo pomimo jakiœ małych zgrzytów, nie było między nami dużych problemów, nieporozumień czy zdrad.
Pewnego razu, będšc już doœwiadczonš żonš i matkš wybrałam się z koleżankš na tygodniowe wakacje do Chorwacji. Miał to być niewinny babski wypad na ploty, winko i opalanki. Nie przewidziałam, że może mnie „trafić grom”. W tym samym pensjonacie, w którym byłyœmy mieszkali dwaj Holendrzy. Zapoznaliœmy się i jakoœ niby przypadkowo zaczęliœmy spędzać ze sobš czas. Zoœka moja kumpela od razu powiedziała mi, że będš kłopoty bo ten Patryk wgapia się we mnie namiętnie i na pewno nie chodzi mu o koleżeńskie relacje. No i żebym uważała. No cóż nie mogę powiedzieć, że nie kochałam męża i że seks z nim był do niczego ale kiedy wieczorem Patryk złapał mnie za rękę i przysłowiowo przycisnšł do œciany poczułam coœ, czego nigdy nie czułam .


Poszłam na całoœć z tym facetem – nigdy nie czułam takiego pożšdania; po prostu oszalałam, œwiat przestał dla mnie istnieć; zwariowałam jak nastolatka; był tylko Patryk i jego ciało. Na hasła Zoœki, żebym się uspokoiła reagowałam twierdzeniem, że za kilka dni wracamy do Polski i zapomnę o przygodzie, a ona niech trzyma buzię w ciup. Uprawialiœmy seks po kilka razy dziennie, wyczyniałam z nim rzeczy, o które nigdy bym siebie nie posšdziła, zwłaszcza po grzecznym pożyciu z Arkiem. W naszym seksie z Patrykiem nie było nic normalnego wszystko było dzikie, namiętne i nieprzewidywalne. Tak chyba wyglšda wpadanie w nałóg narkotykowy tylko, ze to nie byłš kokaina tylko zwierzęcy seks i pożšdanie.
Coœ jakby się we mnie otworzyło, jakbym zaczęła żyć od nowa, tym razem naprawdę. Myœlałam, że uda mi się zapomnieć o Patryku ale ani ja ani on tego nie chcieliœmy no i oczywiœcie zaczęliœmy do siebie smsować, dzwonić, Facetime itp.
Wiedziałam, że popadam w coraz większe kłopoty i że krzywdzę rodzinę ale to nie było ważne. Ważne było bycie z Patrykiem, uprawianie seksu, zezwierzęcenie się. Nikt nie mógł mi pomóc, bo tej pomocy nie szukałam; więcej nie uważałam, że jest mi potrzebna.
Niestety moja zdrada i romans wyszły na jaw… nagle wszystko runęło.
Mšż chce rozwodu i niby Patryk chce być ze mnš ale ja tak naprawdę sama nie wiem czego chcę… po raz pierwszy w życiu nie wiem co mam robić i nie mam żadnego planu.






Artykuł czytany 1379 razy.


powrót do listyƒ

Czyli jednym słowem happyend


magda
01-01-2016 15:11:55

albo "d**a blada"


us 1

Goœć
02-01-2016 17:32:57

cos się kończy aby mogło się coœ zaczšć chociaż trzeba mieć coœ naprawdę nierówno pod kopułš jeżeli sadzi się że takie wyczyny ujdš płazem


dorotka
02-01-2016 19:22:00

No właœnie. Sama nie wie, czego chce. I tu jest problem. Problem wielu z nas.


us 1

Goœć
04-01-2016 21:30:30

często po stracie partnera, domu rodzinnego dopiero dowiadujš się , że to było jednak ważne


us 1

Goœć
05-01-2016 10:01:17

Tak...


us 641

Margos
26-02-2016 15:23:02



Skomentuj artykuł


dołšcz zdjęcie

max wymiary obrazka 4000x4000 px, max wielkoœć pliku 1MB (.gif, .jpg, .png)